Co mi w duszy gra … (Eva Cassidy)
Zapraszając Was w „moje magiczne miejsca” miałam na myśli nie tylko te, które można zobaczyć, sfotografować, ale także te, które każdy z nas nosi w swoim sercu, duszy, myślach. Chciałabym kontynuować temat z poprzedniego posta. Tym razem napiszę kilka słów o utworach łączących muzykę i tekst. Są różne opinie odnośnie roli muzyki i tekstu. Moim zdaniem oba te składniki są równie ważne. Muzyka powinna tworzyć odpowiedni klimat dla tekstu. Takie właśnie utwory, nastrojowe, trochę nostalgiczne, opowiadające o emocjach, uczuciach lubię najbardziej. Myślę, że nie jesteście zaskoczeni tym co piszę, po zapoznaniu się z poprzednim moim postem, dotyczącym muzyki instrumentalnej. Zacznijmy może od śpiewających kobiet. Do grona moich ulubionych wokalistek należą m.in.: Celine Dion, Enya, Eva Cassidy, Sarah Brightman i Katie Melua. Przypuszczam, że najmniej znana z tego grona jest Eva Cassidy, może więc o niej kilka słów.

Gdyby żyła, 2 lutego skończyłaby 45 lat. Urodziła się w 1963r. w stanie Maryland w USA. Od najmłodszych lat interesowała się muzyką. Słuchała jazzu i folku.To ojciec nauczył ją gry na gitarze. Szukając swojej życiowej drogi studiowała sztukę, pracowała w szkółce leśnej, ale ciągle śpiewała, choć nie
traktowała tego jako swego powołania. Miała wiele talentów. Oprócz muzyki kochała przyrodę, rzeźbiła, malowała. Spełniała się także jako projektantka mebli, biżuterii i zegarów. Była osobą wyjątkowo skromną, toteż w czasie, gdy np. Whitney Houston miała już spore grono słuchaczy, Eva śpiewała okazjonalnie z różnymi zespołami na „prowincji”. Można powiedzieć, że gdyby nie pomoc przyjaciela, być może nigdy nie usłyszelibyśmy jej głosu. Przypadek sprawił, że jej nagrania trafiły w ręce Chucka Browna. Dzięki niemu Eva nagrała swój pierwszy album z jazzowymi i soulowymi standardami zatytułowany „The Other Side”. Żadna wytwórnia nie chciała podpisać z nią kontraktu. Jednak znaleźli się ludzie, którzy umożliwili jej nagranie płyty „Live at Blues Alley”. W tym też czasie okazało się, że Eva jest poważnie chora. Niestety nie udało się jej pokonać choroby. Zmarła mając 33 lata.
dźwięków. Wykonywane przez nią utwory charakteryzowała spora doza improwizacji i zabawy dźwiękiem, jednak robiła to z wielkim wyczuciem i smakiem muzycznym. Wraz z pierwszymi taktami utworu wchodziła jakby w inny świat, cudowny świat pełen ciepła, uczuć, emocji i … barw. W jej głosie pobrzmiewa jakiś smutek i wieczna tęsknota. Poprzez specyficzną interpretację utworów bardzo porusza słuchaczy. Głos Evy, czysty, delikatny, a jednocześnie pewnie poruszający się po sporej skali dźwięków z wielką łatwością przenosi nas w krainę wyobraźni, marzeń … By przekonać się o tym proponuję posłuchać kilku utworów w jej wykonaniu. Moje ulubione to m.in.: „Songbird, „Somewhere over the rainbow”, „Time after time”, „Fields of gold”, czy wreszcie „What a wonderful world”. 
Choć odeszła, żyje w swoich piosenkach i jestem pewna, że można ją spotkać „somewhere over the rainbow”.
Posłuchajcie jej głosu:




